Człowieka szczególnie kształtuje miejsce i czas w jakim żyje, a także kultura i religia. W polskiej kulturze, w XX wieku narodził i wychował się dzięki szczególnym okolicznościom życia fenomen, jakim jest pisarz, poeta i wielki znawca Biblii, Roman Brandstaetter. Skupiał w sobie wielkie talenty, niezwykłe dzieje i zdarzenia, nadzwyczajną łaskę.
Dziś widzimy, że Pan Bóg potrzebował takiego człowieka. Przez niego prowadzi wielu ludzi do głębszej wiary. Ufamy, że przez jego twórczość chce przyprowadzać do wiary w Jezusa jako Prawdziwego Mesjasza synów i córki Izraela.
Roman Brandstetter to wybitny i nadzwyczajnie utalentowanym pisarz i tłumacz. Był Żydem wychowanym w religii mojżeszowej. Był Polakiem, przedwojennym absolwentem polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktorem filozofii paryskiej Sorbony. W wieku dojrzałym z całą świadomością i wolnością ustami wyznał i w sercu uwierzył, że Jezus Chrystus z Nazaretu jest Synem Bożym, Panem i Zbawicielem (por. Rz 10,9). To się stało w Jerozolimie, w czasie II Wojny Światowej.
Jak do tego doszło?
Roman Brandstaetter was born in 1906 in Tarnow, Poland, to a practicing Jewish family of the intelligentsia. Love of Scripture was instilled in him from his early childhood. Thanks to his mother, he became familiar with the Word of God and the beauty of Polish language. She would read the Bible to him in its Polish translation by Jakub Wujek. Thanks to his grandfather, Roman would learn the Bible in its original language – Hebrew – by reading it together. His wealthy parents hired a nanny to help with his upbringing: Marynia, a Polish Catholic. During her strolls with little Romek, she would bring him to Tarnow Cathedral for a short prayer. One day, after the prayer before the miracculous image of the Crucified, he asked her:
– Kto to jest? Ten człowiek w koronie cierniowej, przybity do krzyża? Kto to jest?
– To jest Bóg – odpowiedziała opiekunka.
Romek pomyślał: Bóg? Bóg Wszechmogący!? W koronie cierniowej? Przybity do krzyża? To nie może być prawdziwy Bóg!
Zapytał Marynię: Czyj Bóg?
– Nasz…
– Mój?…
– I twój, i mój.
Ogarnął go lęk. Czuł, że ta Postać wisząca na krzyżu – dlaczego wisi na krzyżu? dlaczego w cierniowej koronie? po co? w jakim celu? znajduje się w jakimś niewidzialnym kręgu, którego nie umiał przekroczyć. Nikogo jednak nie prosił o wyjaśnienie trapiących go niepewności. Ten rozpięty na krzyżu Człowiek, napełniał go coraz większym niepokojem.
Pan Bóg pokierował życiem Romana. U początku II Wojny Światowej cudem zdołał wyjechać z Warszawy, w której w Getcie zamknięta została jego rodzina.
Wszyscy oni: rodzice i ukochany dziadek zostali zamordowani przez Niemców w Treblince. Brandstaetter dotarł do Wilna. Z Wilna, które znalazło się najpierw pod okupacją sowiecką a później chwilowo zostało przejęte przez Litwinów, dzięki pomocy i dobroci ludzi, dzięki działaniu Bożej Opatrzności dotarł przez Moskwę do Jerozolimy, Świętego Miasta proroków, królów, świątyni Izraela. Świętego Miasta Chrystusa, Jego życia, nauczania, śmierci i zmartwychwstania. Miasta o tak wielkiej i zarazem tragicznej historii, jak wielka i tragiczna jest historia narodu Żydowskiego.
W Jerozolimie pracował w nasłuchu radiowym Polskiej Agencji Telegraficznej. Ale przede wszystkim chodził śladami Jezusa. Modlił się na miejscach po których chodził Jezus z Nazaretu. Czytał wytrwale Ewangelię.
Zdumiewał go autentyzm świętego tekstu. Jak wspominał, szczególne wrażenie zrobiły na nim opisy miejsc męki Chrystusa, ale też proste opisy klimatu i pogody. Któregoś dnia trafił w Ewangelii wg św. Łukasza na słowa: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? (Łk 12,54-57). Tego dnia, w Jerozolimie była właśnie taka pogoda…
Noc biblijna – smuga najwspanialszego światła
Wojna miała się ku końcowi. Aż przyszła grudniowa noc, jak ją sam nazwał „noc biblijna”. Wspominał: Skończyłem pracę po północy. Zapaliłem papierosa. Wstałem od stołu, rozejrzałem się po pokoju i przypomniałem sobie, że nie mam w domu nic do czytania. Zatrzymałem wzrok na leżącej stercie starych tygodników. Wyciągnąłem na chybił trafił kilka numerów. Z jednego z nich wypadła na podłogę dużych rozmiarów wkładka. Podniosłem ją. Była to reprodukcja rzeźby z XVII wieku Innocenza da Palermo z kościoła San Damiano w Asyżu, przedstawiająca ukrzyżowanego Chrystusa. Spojrzałem na reprodukcję. Wyobrażała Chrystusa w chwilę po Jego śmierci. Z półrozchylonych warg uszedł ostatni oddech. Kolczasta korona spoczywała na Jego głowie jak gniazdo uwite z cierni. Miał oczy zamknięte, ale widział. Głowa Jego wprawdzie opadła bezsilnie ku prawemu ramieniu, ale na twarzy malowało się skupione zasłuchanie we wszystko, co się wokół działo.
Ten martwy Chrystus żył. Pomyślałem: Bóg. I, włożywszy reprodukcję do teczki, wyszedłem. […] Wprawdzie jeszcze kilkakrotnie ciemna strona wieczności rzucała głęboki cień na obszary mojego czasu i wprowadzała wiele zamętu i nieładu w moje ówczesne dni, mimo to dzieje tej biblijnej nocy są dla mnie smugą najwspanialszego światła, jakie widziałem w moim życiu (fragmenty autobiograficznej książki Romana Brandstaettera „Krąg biblijny”). Z tym gazetowym wizerunkiem Chrystusa już nigdy Brandstaetter rozstał. Wisiał na ścianie w jego pokoju. Był natchnieniem pisarskim. Prosił, by włożono go do jego trumny.
Spotkanie, a nie nawrócenie
Swego przeżycia nigdy nie traktował w kategoriach nawrócenia, ponieważ był przecież zawsze człowiekiem głęboko wierzącym i moralnym. To było dla niego dopełnienie wiary żydowskiej. Nowy Testament przeżył jako spełnienie obietnicy Boga zawartej w Starym Testamencie. To była łaska spotkania z Chrystusem, tak jak on także Żydem. To było największe szczęście jego życia. Sam wyznał: Wielkie dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom upewnia mnie w przekonaniu, że moje „odejście” od judaizmu, moja „zdrada”, jak to chcieliby widzieć niektórzy, nie jest odejściem w znaczeniu dosłownym. Ja dotykam obu krańców łuku. Ja czekam na ten wielki Most. Chciałbym postępować tak jakby mieszkał we mnie Bóg.
Sakrament chrztu świętego przyjął w Kościele Katolickim we Włoszech, w 1946 roku. Po zawierusze wojennej wrócił do Polski. Doświadczywszy różnych trudnościach ze strony komunistów, osiadł w Poznaniu. Tu pisał dramaty, wiersze, hymny inspirowane Biblią. Tu powstały opowiadania związane z kolejną fascynacją Brandstaettera – św. Franciszkiem z Asyżu. Tłumaczył z języka hebrajskiego i greckiego Pismo Święte. Tłumaczenia genialne, na rangę Biblii ks. Jakuba Wujka. Niestety, nie zdołał przetłumaczyć całego Nowego Testamentu, tylko część jego ksiąg. Skromne, niezwykle pracowite życie, wierność Panu Bogu, modlitwa, Msza Święta, sakramenty.
Dzieło życia powieść „Jezus z Nazarethu”
W Poznaniu (1967-1973) powstało największe literackie arcydzieło Romana Brandstaettera – czterotomowa powieść: „Jezus z Nazarethu”. Napisana krystaliczną polszczyzną, ale przede wszystkim ukazująca Chrystusa, Jego czasy, Jego życie oczyma żydowskimi. Żydowskim sposobem myślenia. Powieść egzegetyczna, pozwalająca zrozumieć świat i naród w którym na ziemię zstąpił Bóg, by dokonać dzieła odkupienia. Objaśnia wiele niezrozumiałych dla nas fragmentów Ewangelii. Tekst, który jest świadectwem wiary w Chrystusa historycznego. Ukazuje Jezusa nie według naszych, łacińskich wyobrażeń, ale jako Tego, który łączy w sobie wielkość i świętość starotestamentowego Boga Jahwe i Syna Bożego, który stał się prawdziwym Człowiekiem konkretnym kraju, w kulturze, „w pełni czasów”, w narodzie, który powołał do istnienia, wychowywał i prowadził Bóg.
Tekst pełen realistycznych opisów, ale jednocześnie wielkiej poetyki. Oto dwa przykłady takiej pełnej natchnienia poezji: fragment opisu zwiastowania i zmartwychwstania:
„Miriam wyszła przed dom. Usiadła przy drodze na ziemi, w pełnym słońcu, na podwiniętych nogach, spojrzała w czyste niebo, błękitne, bez jednej chmury, i zamknąwszy powieki, zmęczona, trwała w bezruchu, rozkoszując się spokojem i ciszą, płynącą od pól i dolin, nasyconych zapachem świeżych ziół.
Nagle poczuła na sobie cień, który ją coraz szczelniej otulał. Otworzyła oczy i spostrzegła, że pada na nią cienista smuga, chociaż na rozżarzonym niebie nie było ani jednego obłoku, ale mimo to cień padał od obłoku, gdyż cień był obłokiem, a obłok cieniem, a razem byli Szechiną, obecnością Jahwe. Jego mieszkaniem i objawieniem, cienisto-obłocznym JESTEM, który wpłynął w krew Miriam i wraz z krwią wypełnił wszystkie komórki jej ciała, aż do ostatnich granic jej jestestwa. Opuściła powieki”.
Tekst pełen realistycznych opisów, ale jednocześnie wielkiej poetyki. Oto dwa przykłady takiej pełnej natchnienia poezji: fragment opisu zwiastowania i zmartwychwstania:
„Miriam wyszła przed dom. Usiadła przy drodze na ziemi, w pełnym słońcu, na podwiniętych nogach, spojrzała w czyste niebo, błękitne, bez jednej chmury, i zamknąwszy powieki, zmęczona, trwała w bezruchu, rozkoszując się spokojem i ciszą, płynącą od pól i dolin, nasyconych zapachem świeżych ziół.
Nagle poczuła na sobie cień, który ją coraz szczelniej otulał. Otworzyła oczy i spostrzegła, że pada na nią cienista smuga, chociaż na rozżarzonym niebie nie było ani jednego obłoku, ale mimo to cień padał od obłoku, gdyż cień był obłokiem, a obłok cieniem, a razem byli Szechiną, obecnością Jahwe. Jego mieszkaniem i objawieniem, cienisto-obłocznym JESTEM, który wpłynął w krew Miriam i wraz z krwią wypełnił wszystkie komórki jej ciała, aż do ostatnich granic jej jestestwa. Opuściła powieki”.
„Zmartwychwstanie.
Panowała niezmącona cisza.
Olbrzymi niewidzialny Cień
Przesunął się po wierzchołku Golgothy,
Ocienił macierzyńską skałę
I długą, fioletową smugą
Spoczął na niej,
Jak ongi
Na zamkniętych powiekach
Młodziutkiej Miriam”.
W „Jezusie z Nazarethu” w usta Chrystusa są włożone tylko te słowa, które zostały zapisane w Ewangeliach. Postacie: Maryi, św. Józefa, Zachariasza, Elżbiety, Jana Chrzciciela, Apostołów, Symeona, świętych kobiet, ale też wrogów Chrystusa: Kajfasza, Annasza i ich sług, Judasza, Piłata, Heroda i jego kochanki Herodiady oraz wielu faryzeuszów są odmalowane z pasją, ukazują szlachetność pierwszych i nikczemność drugich.
Jezus, syn Józefa
W „Jezus z Nazarethu” na samym jego końcu, znajduje się jedyne w całym obszernym tekście powieści krótkie nawiązanie osobiste. Jest to zarazem opis, który objaśnia trudność wiary Izraela w Jezusa Chrystusa jako Mesjasza, Syna Bożego i refleksja Romana Brandstaettera. Scena rozgrywa się po Wniebowstąpieniu Chrystusa.
„Późnym popołudniem wyszli ze Świątyni. O tej samej porze pewien podeszły wiekiem faryzeusz, wracając do domu po przechadzce w dolinie Cedronu, spostrzegł z dala gromadkę nieznanych mu mężów i niewiast, idących w kierunku Górnego Miasta. Gdy ich mijał, usłyszał, jak gorączkowo rozprawiają o jakimś cudownym zdarzeniu, którego byli świadkami. Faryzeusz zatrzymał się i spytał:
– O czym tak żywo rozprawiają moi bracia?
– O Mesjaszu, panie – odpowiedział jeden z nich.
– Módlcie się, aby przyszedł – rzekł starzec.
– Już przyszedł! – zawołał młodzieniec o dziewczęcej twarzy.
– Św. Jan Apostoł
– Przyszedł? – głos starca zadrżał.
– Jeszua z Nazarethu jest Mesjaszem! Czy nic o Nim nie słyszałeś, czcigodny panie? – zawołali.
Starzec wzruszył niedowierzająco ramionami i wspierając się na lasce, szedł powoli pod górę, do swojego domu bielejącego na stoku wzgórza wśród ciemnych cyprysów, drzew miłych Panu. Tak, słyszał o Mężu z Nazarethu. Słyszał o Jego mądrości i dobroci, o naukach i cudach, o Jego męczeńskiej śmierci i o zmartwychwstaniu. Nie mógł dopatrzeć się winy w Oskarżonym. Uważał za czyn haniebny wydanie syna Izraela w ręce pogańskich oprawców.
Ale Jeszua ben Josef Mesjaszem? Jeszua ben Josef Synem Bożym? Jeszua ben Josef zmartwychwstał? Starzec westchnął. Przystanął. Usiadł na przydrożnym głazie. Zamyślił się. A był on praojcem tego, który tę opowieść o Jezusie z Nazarethu napisał.”
Misja
Życie Romana Brandstaettera zakończyło się w 1987 roku. Na jego grobie, który jest na cmentarzu Miłostowskim z Poznaniu, wypisane są słowa z 1 Listu św. Jana: Przeszliśmy ze śmierci do życia (1J 3,14).
Św. Jan Paweł II bardzo cenił tego wielkiego pisarza i kilkakrotnie się z nim spotykał, czytał jego dzieła. Czuł, tak jak Brandstaetter, że dzieje Polski i naszego narodu przedziwnie splecione z narodem Żydowskim są wielkim wyróżnieniem, ale i zadaniem. Jakim zadaniem? Mamy modlić się o wiarę w Chrystusa dla nich. Mamy im głosić Mesjasza, Zbawiciela świata, Jezusa z Nazaretu, tak by Go spotkali i w Niego uwierzyli. By jak Roman Brandstaetter w jego ciemnościach ducha zobaczyli smugę najwspanialszego światła Bożego. By jak Edyta Stein – św. Teresa Benedykta, z głębi serca powiedzieli o Chrystusie: to jest prawda! By na widok Krzyża wybuchnęła w nich miłość do Jezusa, jak w Racheli Drążek – siostrze Pauli Malczewskiej OSB (jej życie i drogę w Kościele przedstawiliśmy w „Trwajcie w miłości” w numerach 1 i 2/2025). By tak, jak wielu innych synów i córek tego szlachetnego narodu, przyjęli Jezusa Chrystusa, który z nich się narodził i do nich pierwszych przyszedł.